Zadzwoń pod numer 32 720 30 30 lub wypełnij formularz – oddzwonimy! Zamów kontakt z doradcą

Gospodarka dla patriotów

„Patriotyzm gospodarczy” to określenie będące w ostatnich miesiącach na ustach polityków, ekonomistów i dziennikarzy niezależnie od ich przynależności partyjnej czy głoszonych poglądów.

Nie jest to nowe określenie. Było ono obecne w debacie publicznej, ale raczej nie stanowiło pierwszoplanowego tematu dla mediów.

Bodaj trzy lata temu „Puls Biznesu” zainaugurował cykl debat polityków, ekonomistów i menedżerów pod hasłem „Czas na gospodarczy patriotyzm”. Podobny cykl debat prowadzili dziennikarze „Dziennika Gazety Prawnej”. Wydaje się, że problemem nie jest dziś pytanie, czy powinniśmy być gospodarczymi patriotami (ostatni kryzys finansowy dał chyba jednoznacznie pozytywną odpowiedź). Dyskusyjna jest odpowiedź na pytanie, jak pogodzić patriotyzm gospodarczy z rachunkiem ekonomicznym, jak pogodzić interes państwa z głównym celem każdej firmy, czyli systematycznym wzrostem jej wartości, którego od prezesa i zarządu oczekuje rada nadzorcza, a przede wszystkim właściciel (w tym także państwo).

Ślimak to ryba

Patriotyzm gospodarczy winien być przede wszystkim pojęciem ekonomicznym, dopiero w dalszej kolejności zawierać w sobie aspekty polityczne. Przysłuchując się dyskusjom na ten temat (np. na wrześniowym Forum Ekonomicznym w Krynicy) można było dojść do przekonania, że polityka dominuje nad ekonomią. Patriotyzmu gospodarczego nie można zadekretować. Można za to stwarzać warunki do jego rozwoju oraz – a może przede wszystkim – prowadzić szeroko zakrojoną akcję edukacyjną (nie propagandową), pokazującą korzyści, jakie naszej gospodarce przynosi kupowanie rodzimych produktów i korzystanie z usług krajowych firm. Wydaje się, że ważnym elementem tej edukacji jest wskazywanie zagranicznych przykładów wspierania własnych firm i produktów. To podejście pozwoli na konstruktywną polemikę z hasłami w rodzaju „takie rozwiązania narzuca Unia Europejska”, „tak jest we wszystkich krajach Unii Europejskiej”. W kategoriach patriotyzmu gospodarczego można patrzeć na skuteczne działania Portugalczyków, którzy przekonali Komisję Europejską, że marchewka to owoc(!), albo Francuzów, którzy skutecznie dowiedli, że ślimak jest rybą. Unia Europejska jest pełna podobnych przykładów. Unia Europejska to unia wyjątków.

Dlaczego dotychczas patriotyzm słabo przebijał się do mediów? Bo przez wiele lat powszechnie obowiązywało inne liberalne hasło, że „kapitał nie ma narodowości”, czy „kapitał nie zna granic”. Dziś już wiemy, że ma i że już wielokrotnie dość boleśnie przekonaliśmy się o tym. Kolejny raz wówczas, gdy włoski Fiat przeniósł produkcję nowego modelu Pandy z Tych do Pomigliano d’Arco koło Neapolu. Prezes koncernu, mimo że polska fabryka jest najnowocześniejsza i najbardziej wydajna z wszystkich zakładów Fiata, z żalem i szczerością mówił, iż musi podjąć taką decyzję z powodu presji związków zawodowych i rządu. Te pierwsze zagroziły strajkiem w obronie miejsc pracy, zaś władze – obniżeniem subwencji dla koncernu. Pytanie – gdzie tu miejsce na rachunek ekonomiczny? – wydaje się retoryczne. Może jednak zarząd Fiata obliczył, że koszty ewentualnego strajku i cofnięcia rządowych dotacji będą większe, niż straty z powodu droższej produkcji samochodów we Włoszech? Fiat nie mógł podnieść ceny nowego auta (konkurencja), więc przenosząc produkcję z Polski musiał liczyć się z mniejszymi zyskami.

Producent autobusów Solaris na własnej skórze przekonał się, że kto płaci, zawsze dba o własnych producentów. Kilka lat temu firma wygrała duży przetarg na dostawę autobusów dla komunikacji miejskiej w Berlinie. Po interwencji niemieckich producentów burmistrz stolicy Niemiec powtórzył przetarg i wszystkie uczestniczące w nim firmy otrzymały zamówienia na podobną pulę autobusów.

Szwajcar kupuje szwajcarskie

Nie zawsze do lokowania produkcji we własnym kraju zmusza rząd czy związki zawodowe. Ryszard Florek, właściciel firmy Fakro, w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” podał wiele podobnych przykładów z obszaru własnej działalności. Przedstawiciele handlowi Fakro docierający do niemieckich kontrahentów jeżdżą niemieckimi autami, bo Niemcy zwracają na to uwagę. Gdy firma wchodziła do francuskiej sieci marketów budowlanych, odbiorcy postawili parę warunków: obsługą finansową transakcji musi zająć się francuski bank, a okna może przywozić z Polski francuska firma transportowa (notabene szybko znalazła podwykonawcę w naszym kraju, ale i tak to ona wzięła prowizję). Właściciel Fakro mówi też o Japonii, gdzie rynek okien dachowych jest zdominowany przez pięć firm: polską, duńską i trzy japońskie. Japończycy oferują produkty o 30% droższe niż Polacy i Duńczycy, ale mają 70% rynku. Podejście do własnych firm najlepiej ilustruje przykład szwajcarski. Nikt nie produkuje tam okien dachowych, więc oni kupują okna Fakro. Gdy natomiast Florek zaproponował dostarczanie elementów elewacyjnych (o połowę tańszych od produkowanych na miejscu), delikatnie mu podziękowano za ofertę, mówiąc, że w tym kraju obowiązuje zasada: „jeżeli jest szwajcarski producent, to nie importujemy”. Japończyk kupuje japońskie produkty, Szwajcar – szwajcarskie, i nieważne, że droższe. Nie wynika to z regulacji prawnych, tylko z mentalności ludzi.

Z pomocą smartfona

Często w sposób uproszczony podchodziliśmy do patriotyzmu gospodarczego, identyfikując go w dyskursie publicznym jako nakaz kupowania rodzimych produktów. Nie zapominajmy, że wielu z nas dobrze pamięta czasy pustych półek, gdy jedynym oryginalnym polskim produktem była „kartka na…”. Pamiętamy czasy gospodarki nakazowo-rozdzielczej, gdy polowaliśmy na odrzuty z eksportu, czyli towary przeznaczone na rynki zagraniczne (jakościowo lepsze). Z jaką estymą odnosiliśmy się do towarów przywiezionych nie tylko z Zachodu, ale także z tzw. demoludów, czyli z państw socjalistycznych. Gdy wreszcie otwarto granice, zagraniczne towary za pośrednictwem bazarów zdominowały nasze zakupy. Z jednej strony nie można  zapominać o korzeniach tego zjawiska, z drugiej zaś niewiele zrobiono, by zmienić nasze nawyki. Czy obraz zmieni się po upowszechnieniu aplikacji „Pola”, zaproponowanej przez Klub Jagielloński, a mającej na celu ułatwienie konsumentowi wybrania rodzimego produktu? Mówiąc w skrócie: każdy produkt ma kod kreskowy i gdy skierujemy w jego stronę nasz smartfon, wówczas specjalna aplikacja pozwoli na identyfikację kraju, z którego dany produkt pochodzi. Pożyjemy, zobaczymy.

Wiara w to, że „dobre, bo polskie” szybko w nas słabła, gdy okazywało się często, że „drogie, bo polskie”. W ostatnich latach przeprowadzono wiele badań na temat motywacji zakupów określonych produktów. Przez wiele lat najważniejszym argumentem przemawiającym za kupnem była cena produktu. Dopiero od niedawna nieśmiało pojawiają się inne motywy, wśród nich miejsce produkcji. Stopniowo właśnie to zyskuje coraz większy wpływ na nasze decyzje zakupowe.

Przykład idzie z góry. Dlaczego premier i prezydent Włoch korzystają tylko z włoskich samochodów? Podobnie postępują władze niemieckie, francuskie czy szwedzkie. Dlaczego niemiecki urzędnik, jadąc w podróż służbową, korzysta z samolotów Lufthansy, a szwajcarski zawsze kupuje bilet na samolot rodzimych linii lotniczych Swiss? Dlaczego francuski urzędnik, utrzymywany z pieniędzy podatnika, udając się w delegację nocuje w hotelach sieci Accor? Zgoda, nasz premier nie może jeździć polskim samochodem, bo ich nie produkujemy (jedynie premier Pawlak deklarował, że jeździ rodzimym Polonezem – złośliwi mówili, że tylko po Warszawie). Ale może prezydent czy premier będą mogli korzystać z rodzimych luksusowych samochodów, skoro media doniosły, że nasi konstruktorzy pracują nad zbudowaniem luksusowej limuzyny o nazwie Varsovia (nikt nie będzie miał wątpliwości, że to polski produkt). W opinii twórców, pojazd będzie mieć rewelacyjne parametry i konstruktorzy Rolls-Royce’a i Bentleya już czują na plecach oddech konkurencji… Na razie nie za bardzo wierzę, że możemy być producentem luksusowych samochodów.

Państwowy urzędnik powinien mieć obowiązek korzystania z usług LOT-u. Nie może on jednak za granicą mieszkać w hotelu polskiej sieci, bo nie mamy takich hoteli. Czy polskie koleje powinny kupić za ogromne pieniądze włoskie zestawy Pendolino, mając w Polsce dwóch renomowanych wytwórców pociągów? Zakłady w Bydgoszczy i Nowym Sączu swymi produktami zdobywają zachodnie i wschodnie tory, a my chwalimy się, że z dużymi problemami wprowadziliśmy włoskie pociągi, jeżdżące z północy na południe. Prestiżowe połączenie z Warszawy do Berlina obsługują zaś tradycyjne zestawy wagonowe. Przykład firmy Solaris dobitnie pokazuje, że musimy i możemy skutecznie rywalizować z zagranicznymi producentami autobusów. Dziś ta firma jest liderem polskiego rynku miejskich autobusów różnych typów, bo ma dobry produkt z dobrą ceną. Decyzje o zakupie autobusu nie są decyzjami wójta, burmistrza czy prezydenta miasta, ale efektem przetargów, które Solaris skutecznie wygrywa.

Wydaje się, że Solaris należy do tej grupy polskich przedsiębiorstw, które znalazły dość prosty patent na skuteczny patriotyzm gospodarczy: dobry produkt z dobrą ceną i sprawni eksperci z zakresu marketingu i public relations, potrafiący przekonać opinię publiczną do korzystania z tych produktów.

Polskie źródła

Jeszcze kilka lat temu w urzędach publicznych królowała woda mineralna z Francji czy Włoch. Teraz już pochodzi z rodzimym źródeł. Mój szef zawsze robi delikatną awanturę, gdy obsługa w restauracji czy kawiarni na pytanie o wodę mineralną wymienia włoskie czy francuskie nazwy. Czasami zdarza mu się wracać do tej samej restauracji – choć brak polskiej wody mineralnej uważa za wystarczający argument, aby omijać ją z daleka – i z satysfakcją stwierdza, że menu zostało uzupełnione, a importowana woda konkuruje z rodzimą. Ilu z nas postępuje tak, jak mój szef?

Czy pomysł z obowiązkowym ubezpieczeniem spółek Skarbu Państwa w PZU okaże się drogą we właściwym kierunku? W kolejce czeka bank PKO BP, który mógłby przejąć prowadzenie operacji finansowych państwowych firm. Pozostaje cała grupa instytucji publicznych i samorządowych (np. urzędy), które obracają pieniędzmi i ubezpieczają swe dobra. Pole dla ekspansji (czyli konkurencyjnych propozycji, a nie korzystanie z monopolu) banku i ubezpieczyciela jest bardzo szerokie.

Kilka lat temu pojawił się pogląd, że pojęcie patriotyzmu gospodarczego powinno odnosić się przede wszystkim do przedsiębiorców, których patriotycznym obowiązkiem jest płacenie podatków w kraju, a nie przenoszenie firm do rajów podatkowych. Przez pewien czas trwał spór między zwolennikami obu podejść: pierwsze to „jestem Polakiem, więc płacę podatki w Polsce”, a drugie – „płacę podatki tam, gdzie powstaje zysk”. Przeciek materiałów bankowych z Panamy dowodzi, że tzw. optymalizacja podatkowa ma się dobrze.

Władze wielu państw podejmują wysiłki na rzecz ograniczenia tego procederu. Jeden ze znajomych mawiał, że „każda zarobiona złotówka cieszy, ale każda złotówka niezapłaconego podatku cieszy stukrotnie”. Pokusa ukrycia dochodów – niezależna od szerokości geograficznej – jest bardzo silna i pogadanki o konieczności płacenia podatków nie będą zbyt skuteczne. W tej sytuacji patriotyzmem gospodarczym mogą wykazać się decydenci, którzy powinni stworzyć prawo powodujące, że nie opłaca się oszukiwanie państwa, a wręcz warto i trzeba je wspierać. Jestem idealistą? Być może, ale z tym łatwiej się żyje.

Prezydent Obama podczas szczytu NATO w Warszawie wznosił toast białym polskim winem z winnicy w Mierzęcinie. Wcześniej, na przyjęciu z okazji wręczania Nagrody Gospodarczej Prezydenta RP na Międzynarodowych Targach Poznańskich, też serwowane wino z tej winnicy. Nie wiem, jaka była reakcja na polskie wino podczas szczytu NATO, ale uczestnicy przyjęcia na targach byli w większości zdziwieni, że produkujemy tak dobre wino. Niestety, w każdej beczce miodu jest odrobina dziegciu. W tym przypadku jest nią cena, trudna do zaakceptowania przez przeciętnego Kowalskiego. Ale przecież żadne dobre wina nie są tanie…

 

dr Krzysztof Gołata | 21.04.2017 | Aktualności

W czym możemy Ci pomóc?

Współpracujemy z:

Raiffeisen Bank
Alior Bank
Aforti Finance
Takto
Getin Bank
Nest Bank
Bank pocztowy
Plus Bank
TF Bank
SMS Kredyt
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookie. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookie w Twojej przeglądarce.